O Wojsku Polskim opowiesci frywolne...



Widzisz wersję archiwalną tematu "O Wojsku Polskim opowiesci frywolne..." z forum www.fmr.net.pl/forum/





Lancer44 - 2006-10-12, 07:40

No coz, slowo sie rzeklo, kobylka u plota… Obiecalem Humanowi, ze popiszemy sobie o rzeczach bardziej frywolnych wiec niniejszym dotrzymuje.
Opowiesci te byly kiedys na forum dws ale kiedy z tegoz forum odszedlem w zacnym zreszta towarzystwie Grzegorza, Jacka Kutznera, Humana oraz Kuby Plewki, zostaly usuniete, wiec zacznijmy od nowa, bo szkoda zeby zaginely a mlodziez powinna sie uczyc rozmaitych nawet zakulisowych prawd. Bo jednej prawdy tak naprawde nie ma.

Zaczniemy od Drugiego Korpusu w warunkach pustynnych. Otoz uczestniczac kiedys w latach 70-tych w suto zakrapianej kolacji imieninowej mojego Taty, bylego ulana Pulku Ulanow Karpackich mialem okazje uslyszec kilka opowiesci, ktorych zwykle sie nie czyta i nie slyszy. Obecnych bylo kilku ulanow, kolegow ojca, wiec mialem relacje uzupelniana z kilku zrodel, bo jak wiadomo pamiec zawodzi i kazdy zapamietuje nieco inaczej.

Bylo to w czasie kiedy Armia Polska na Srodkowym Wschodzie byla jednym ogromnym miastem namiotow.
Poniewaz Arabowie lubili sie w nocy podkradac, podrzynac spiacym Polakom gardla i zabierac bron, wiec kazda jednostka wystawiala silne warty. Jednostki 3 DSK i Dywizji Kresowej wystawialy warty tylko na granicy z otwarta pustynia, tam gdzie "przez miedze" byl oboz siostrzanej jednostki zagrozenia nie bylo i nie bylo tez posterunkow.
Pulki Ulanskie mialy inne zwyczaje i ich warty pilnowaly calego "perymetru" obozu, szczegolnie jesli sasiadem byla piechota. W takim wypadku rozprowadzajacy zostawiajac ulana na posterunku nieodmiennie i tradycyjnie przypominal - "A jakby jakas lachudra z piechoty chciala przejsc to strzelaj!".
Ojciec moj byl wtedy dowodca warty. Pechowiec, bo akurat wypadla mu kolejka w niedziele. Upal niesamowity a on i inni pechowcy nudzili sie w pelnym oporzadzeniu i z bronia.
W pewnym momencie zakurzylo i pod namiot pelniacy obowiazki wartowni podjechal brytyjski jeep z dwoma zandarmami. Jeden trzymal w rece portfel a drugi oficerskie spodnie. Tata wyszedl do nich.
- Jest tu u was captain Jan M?
- Nie ma takiego - odpowiedzial moj tata w mysli przelatujac nazwiska oficerow pulku. Byl pewien, ze sie nie myli.
- Jak to nie ma? - zdziwil sie Brytyjczyk. Wyjal z portfela legitymacje oficerska i przeliterowal:
- Polish Karpathian Lancers Regiment, captain Jan M! Zostawil wczoraj spodnie i portfel w burdelu. Dziewczynki zwracaja, nic nie zginelo, nawet forsa jest.
Wreczyl memu tacie portfel, drugi zandarm podal mu spodnie, zasalutowali, wskoczyli do jeepa i odjechali.
A tata zostal z otwarta geba i jedyne co zdolal wydukac to: "O Jezu, to ksiadz!"

Kapelan pulku ksiadz rotmistrz Jan M, zabawil sie niezle w Aleksandrii i wyszedl od dziewczynek nieco niekompletnie ubrany, w stanie bardziej niz wskazujacym.
Udalo mu sie zlapac okazje i do obozu podwiezli go Australijczycy, ktorzy rowniez pili, wiec Polakow rozumieli a lazenie po ulicy w gaciach tylko, bylo dla nich jak najbardziej normalne. Im zdarzalo sie spacerowac tylko w pasie i w kapeluszu.
Tata zmylony rowniez zostal okresleniem "captain". W polskiej kawaleri nazwanie rotmistrza kapitanem bylo obelga i to powazna. Gorsza obelga bylo tylko nazwanie wachmistrza sierzantem…

Kiedy weterani ze smiechem wypili zdrowie ksiedza kapelana, potoczyla sie nastepna o nim opowiesc:

W kazdej jednostce PSZ na Zachodzie niedziela rano zaczynala sie od mszy. W warunkach pustynnych byla to tortura, bo stanie w pelnym sloncu do przyjemnosci nie nalezalo. Msze odbywaly sie wiec wczesnie rano. Na nieszczescie do Pulku Ulanow Karpackich zawital jego byly dowodca, pulkownik Bobinski i cala sobote oraz wieksza czesc nocy kadra pulku pila mocno w namiocie majora Zakrzewskiego. Ksiadz kapelan oczywiscie rowniez.

Msza przebiegala szybko, bo ksiadz pocil sie niemilosiernie pod ornatem wiec kazanie bylo jednozdaniowe a calosc obrzadku recytowana w przyspieszonym tempie.
Jak wiecie oltarz byl wtedy w innej pozycji i ksiadz odbywal swoje manipulacje z hostia i winem stojac tylem do zolnierzy.
Kiedy wzniosl w gore kielich, nagle cos go zawirowalo i przewrocil sie na plecy. Konsternacja trwala kilka sekund i kiedy caly pulk uslyszal, ze ksiadz dzwiecznie zachrapal, oficerowie siedzacy w pierwszym rzedzie na krzeslach zerwali sie i zaniesli kapelana do namiotu.

Kiedy weterani skonczyli sie smiac, ku mojemu zdumieniu odezwal sie ulan Stanislaw Pawlus, goral z Makowa Podhalanskiego, dusza czlowiek, ktory zawsze bedac bardzo religijnym, na starosc zrobil sie prawie, ze dewotem. Stas Pawlus sluzyl lata cale do mszy ksiedzu kapelanowi i dopuszczony byl do wielu
ksiedzowych tajemnic.

- Eee tam, ta msza to i tak nie byla wazna, powiedzial. Jak zreszta wiele innych. Bo, bo, bo... ksiadz czesto msze odprawial wisniowka, co mu ja w Tel-Avivie od Zydow kupowalem!
I oczy mu lzami zaszly.
Tak to poczciwy Stas Pawlus po 35 latach wyjawil starannie ukrywana ksiedzowa tajemnice.

Ciag dalszy nastapi.

Lancer44

Poprawione raz - literowka


martinello - 2006-10-12, 09:00

Witam

Dawaj więcej takich historii, czyta się z przyjemnością...

Proszę o usunięcie tego posta - w imię wytycznych:
"Proszę o możliwą redukcję ilości pisanych pustych, niewnoszących nic postów a także zaprzestania agresywnie prowadzonej dyskusji z moderatorem"

Tomasz Porosiło - 2006-10-12, 12:47

Yes, yes, yes
Lancer44 - 2006-10-12, 14:03

Yes, yes, yes



Widze, ze ten temat ma szanse na powodzenie, wiec nastepna historyjka.

Bedziemy mowili o imieninach starszego ulana podchorazego Zbigniewa Kawalca na pustyni irackiej 1943.
Byl to najlepszy kumpel mojego taty. Zwazywszy, ze skonczyl on podchorazowke w Grudziadzu w roku 1938, a w roku 1944 posiadal ten sam, nie najwyzszy stopien wojskowy, wydaje sie, ze mozna zaryzykowac stwierdzenie, iz kariera wojskowa nie byla celem zycia podchorazego Kawalca. Tata powiedzial mi kiedys: - "Zbyszek mial lep na baby"...

Podobno w II KP bylo okolo 1500 "ochotniczek" na ponad 40,000 zolnierzy. Konkurencja wiec byla znaczna i teoretycznie st.ul.podchorazy Kawalec powinien byc bez szans w rywalizacji z setkami porucznikow i rotmistrzow.
Nic bardziej mylnego! Podchorazy zawsze "dysponowal" trzema lub nawet czterema ochotniczkami i to z najwyzszej polki. (jak dalece moj tata korzystal z tych koneksji - nie wiem...)
Nisko osadzone i dupiaste go nie interesowaly, a takich bylo duzo.

(Grzegorz, ktoremu przekazalem fotografie mego taty, ma jedna na ktorej widac grupe zolnierzy PUK, wsrod nich jedna dziewczyna z PSK. To jest wlasnie to zdjecie z imienin Zbyszka Kawalca. Jak go ladnie poprosimy to moze zeskanuje i zamiesci. A widac tam i Kawalca i jego ochotniczke i plutonowego Dynie i mego tate).

Ale kontynuujmy. Imieniny prawie, ze sie nie odbyly z powodu braku funduszy. Wypadaly tak jakos pod koniec dekady, kiedy zold byl juz przepity i nie bylo doslownie na nic. Jedyna szansa okazal sie plutonowy Dynia, sasiad z pobliskiego namiotu.
Dynia byl magazynierem PUK a w praktyce kwatermistrzem. (Kwatermistrz pil a Dynia rzadzil wszystkim.)
W jaki sposob Kawalec namowil plutonowego Dynie do kradziezy dziesieciu par butow nie wiedzial nawet moj tata. Faktem jest, ze Dynia buty ukradl a moj tata i pchor. Kawalec pojechali jeepem, sprzedali je Arabom w Bagdadzie i kasa na impreze byla.

Zakupiono przerobiony arak od specjalistow z Legii Cudzoziemskiej, ktorzy zwolnieni od sluzby caly czas wazyli i pedzili alkohol glownie na potrzeby kwatery gen. Andersa oraz dowodztw pulkow ulanskich. Impreza byla huczna.

W kazdy piatek ulani stawali w kolejce aby wyspowiadac sie ksiedzu kapelanowi M, ktorego juz poznalismy.
W pierwszy piatek po imprezie rowniez byla spowiedz.
W godzine po zakonczeniu spowiedzi, do obozu pulku zajechala polska zandarmeria i bez zadnego sledztwa aresztowala plutonowego Dynie. Dostal 21 dni.
Uczciwy i honorowy nikogo nie sypnal.
Kiedy wrocil wymizerowany z aresztu, moj tata zasugerowal, ze musial komus powiedziec i ten go sypnal.
Dynia spojrzal smetnie i wybuchnal: (tutaj prosze o dyspenze kolegow Moderatorow)
- "cenzura, ksiedzu sie wyspowiadalem!".

Widzimy wiec, ze i wtedy byli ksieza wspolpracujacy z owczesnymi organami informacyjnymi wojska.

cdn


cwieq - 2006-10-16, 10:53

Opowiastka sprzedana mi przez brata-archeologa, podobno prawdziwa, a na pewno sławna wśród osób zajmujących sie bliskim wschodem.
Rzecz działa się wiele lat po wojnie.
Do Syrii pojechała polska misja dyplomatyczna. Negocjacje, spotkania, otwarcia i oczywiscie bankiety. No i na jednym z takich bankietów, syryjski minister czy wiceminister wstał i przez tłumacza powiedział, że zna kilka słów po Polsku i chciałby wygłosić toast.
Oczywiście aplauz, brawa i pełna wyczekiwania cisza.
A syryjski minister podniósł kieliszek i powiedział:
-"Dobra ryba cenzura beduinie"

Okazało się, że ojciec rzeczonego ministra dostarczał ryby dla 2-go Korpusu.

(upraszam moderatora o dyspensę, ale to słowo jest integralną częścią cytatu, a znaczki typu *&%&^%$, to jednak nie ten efekt - obiecuję pokutę - godzina klęczenia na ścinkach ramek może być?)

Peter - 2006-10-16, 11:17

obiecuję pokutę - godzina klęczenia na ścinkach ramek może być?)



może być

Lancer44 - 2006-10-16, 13:46

Bardzo fajna historyjka!

Syria to bylo male piwko w porownaniu z Bagdadem. W owym czasie Bagdad byl prawie polska metropolia. W odroznieniu od Tel-aviv'u, ktory byl naprawde polska metropolia w ktorej zolnierze jedli, pili mowili po polsku i zaspakajali rozmaite inne potrzeby - jak kino, (polskie) itd, Bagdad uczyl sie mowic po polsku.

I nieraz zdarzalo sie zolnierzom, ze wylewny Arab zapraszal do swojej knajpy wrzeszczac:

Panofie, panofie! Co czeba? Pifo? wino? flaki? piertolic?

(Rowniez upraszam o dyspenze...)

Lancer44

Human - 2006-10-16, 14:08

Jak mi w pewnym momencie tych opowieści brakowało.

Jurek a o Cairo można coś prosić, czy nie bardzo?

Lancer44 - 2006-10-16, 14:20

Jak mi w pewnym momencie tych opowieści brakowało.

Jurek a o Cairo można coś prosić, czy nie bardzo?



A co by mialo byc o Cairo? Chodzenie w duzych grupach do Kasby? Z Thompsonami?

Strzalka,

Jurek

Lancer44 - 2006-10-16, 15:36

No coz, opowiesc nastepna troche juz z innego etapu wojny. Albo raczej "powojnia"... bo wojna dla wiekszosci zolnierzy II KP skonczyla sie w roku 1947.

W zalodze Shermana mego ojca byl Jozek, dobry zolnierz z Wehrmachtu. Jozek byl zolnierzem wzorowym, jesli nie liczyc jego zwyczaju wyszukiwania w kolumnach jencow niemieckich kandydatow do "scianki" oraz niezwykly "wech" do znajdywania alkoholu w miejscach najbardziej niespodziewanych.
Mialem okazje poznac Jozka w roku 1969 kiedy moj tata po raz pierwszy mnie gowniarza zabral na uroczystosc 25-tej rocznicy bitwy pod Monte Cassino. Bylo to wtedy cos za zezwoleniem Moczara... Klub Karpatczykow zorganizowany przez pplk Domonia.
Tam zobaczylem, ze tata wita sie z jakims facetem i uslyszalem taki dialog:
- Czesc Joziu, a co ty tu robisz?
- No wisz, bylem przeciez pod Cassinem!
- No tak ale z drugiej strony!
- Kazik, z tej strony, z drugiej strony... cenzura, co za roznica?! (Dyspenza, cytuje....)

I tak usiedlismy przy jednym stoliku.
A juz duzo pozniej wspominajac ten wieczor tata opowiedzial mi wiecej o przygodach Jozka.
Otoz Jozek w momencie zakonczenia wojny "olal" to wszystko. Zaczal pic i to mocno.
Mozna powiedziec, ze w II KP nie bylo to nic dziwnego, ale Jozek pil "na potege"...

Kiedy PUK stacjonowal w Civitanova Marche, wciaz obowiazywaly garnizonowe zwyczaje, z msza w niedziele i przemarszem plutonu dyzurnego do kosciola. Moj tata przydzielony do pocztu sztandarowego PUK, traktowal to rutynowo. Dla Jozka byla to nowosc.
Ktorejs niedzieli rano pplk Zakrzewski, dowodca pulku osobiscie robil przeglad zolnierzy idacych do kosciola.
Ku swemu zdziwieniu w dwuszeregu zobaczyl Jozka w battle dressie kompletnie wymietym, zapewne Jozek spal w nim "po imprezie".
Zakrzewski znany byl z krewkiego temperamentu... Poznaniak, fanatyk nieskazitelnego wygladu zolnierza, z lekka wada wymowy.

(Tutaj prosze grono o dyspenze, gdyz cytuje ...)

Plk Zakrzewski zmierzyl Jozka wzrokiem, poczerwienial, wyciagnal reke w bok i powiedzial:
- Wy! Wy! Wypierldalac! Wypierrlldalac mi!

I wtedy w Jozku cos sie zalamalo. Cos mu sie kompletnie pomieszalo...
Wystapil trzy kroki przed szereg, wybaluszyl oczy, walnal kopytami i wrzasnal:
- Jawohl! Heil Hitler!
I poklusowal w strone budynku gdzie kwaterowal.

Zakrzewski zdebial. Przekrzywil lekko glowe i wydusil jedno tylko slowo:
- Kurlwa...

(Znow prosze o dyspenze....)

Historia ta zostala Jozkowi "przebaczona". Zakrzewski, stary zolnierz zrozumial.
Ale pozniej zdarzylo sie cos co nie moglo juz Jozkowi ujsc plazem.

W czasie kolejnego przemarszu do kosciola, kiedy pluton dyzurny maszerowal z karabinami, (Lee Enfield), Jozek potknal sie, przewrocil i tak nieszczesliwie walnal karabinem o kocie lby Civitanova, ze wysluzony Lee Enfield zlamal sie w szyjce.
Jozkowi zostaly dwie czesci karabinu polaczone paskiem... Wlosi, ktorzy tlumnie stali na chodnikach wyli ze smiechu.
Tego Zakrzewski nie podarowal i Jozek "mial przechlapane"... Do konca pobytu we Wloszech pucowal latryny i odbebnial sluzbe w kuchni poza kolejnoscia.
Nic dziwnego, ze jako jeden z pierwszych w Szkocji zglosil sie do repatriacji do Polski.

Rozne byly motywacje...aby emigrowac do Polski...

Pozdrawiam,

Lancer44

martinello - 2006-10-16, 17:07

W zalodze Shermana mego ojca


Lancer - a podaj nazwę wozu...
Może trzeba zmodelistować ?

A co do dyspenzy - w temacie dowcipów żołnierskich powinna być udzielona "a'conto"

z boolem serca..
/J.Lu/

Ach - to booli

Human - 2006-10-16, 18:55

Właśnie, nie mogłem za chińskiego boga przypomnieć sobie czy to Pieprz- Gromadzki czy Zakrzewski miał wadę wymowy.
Peter - 2006-10-16, 19:08

A co do dyspenzy - w temacie dowcipów żołnierskich powinna być udzielona "a'conto"



W takich tematach napewno, natomiast w innych będziemy się mocno temu przyglądać i w wypadkach przekroczenia , nastąpi
lub

Mateusz Jonakowski - 2006-10-16, 23:54

Lancer - takie małe pytanie. Jak wspomniany Józek, jako były żołnierz Wehrmachtu trafił do II KP? Bo chyba że już mi się totalnie pomieszało
Human - 2006-10-16, 23:59

Lancer - takie małe pytanie. Jak wspomniany Józek, jako były żołnierz Wehrmachtu trafił do II KP?



Normalnie- z łapanki. Brało się na uzupełnienie jeńców z Wehrmachtu. Konkretnie Polaków wcielonych do Wehrmachtu.

Ładnie to Tymieniecki opisuje.

Mateusz Jonakowski - 2006-10-17, 00:14

Aha. Dziękuje

ps. Zastrzegam sobie niewiedze w podstawowych kwestiach - bom głupi i niedokształcony

Human - 2006-10-17, 00:20

ps. Zastrzegam sobie niewiedze w podstawowych kwestiach - bom głupi i niedokształcony



To i tak lepiej niż my, bo my jesteśmy głupi i źli

Jak to się mówi na zapadzie? "Feel free to ask" czy jakoś tak.

Lancer44 - 2006-10-17, 04:10

Zaloze nowy temacik z paroma danymi liczbowymi o Polakach z Wehrmachtu w PSZ.
Lepiej nie zamacac "frywolnosci' tego watku.

Co do lapanek to Human ma racje. Wcielanie nie bylo wcale takie dobrowolne szczegolnie pod koniec wojny. Wiekszosc bylych wehrmachtowcow byla szczesliwa, ze udalo im sie przezyc wojne i obiecywali sobie spokojny zywot za drutami obzerajac sie mielonka i kurzac Camele.
Okazalo sie inaczej, bo Brytyjczycy, ktorzy administrowali obozami zaczeli potencjalnym Polakom robic "propozycje nie do odrzucenia".
Albo wstapia do Andersa czy Maczka albo zostana oddani Francuzom. To oznaczalo albo pewna smierc glodowa, albo wyjazd gdzies do Indochin w perspektywie albo w najlepszym przypadku ciezkie roboty w kopalniach i bezpowrotna utrate zdrowia.

Wiec Slazacy, Pomorzanie, Mazurzy wstepowali do PSZ. Do II KP wniesli odmienny styl bycia i bezmyslna pruska dyscypline.
Hanysy albo Helmuty przyczynili sie do scementowania wiezow trzech grup srodowiskowych przybylych z Afryki Polnocnej.
Roznice pomiedzy Lordami, Faraonami i Buzulukami czyli Prawoslawnymi, ulegly zatarciu
w obliczu kompletnie odmiennego srodowiska z Wehrmachtu.

Przede wszystkim byli to zolnierze nastawieni bardzo anty-brytyjsko i anty-amerykansko.
Szczegolnie ci z Africa Corps Brytyjczykami pogardzali.
Stopien znajomosci angielskiego - zerowy. Wielu porozumiewalo sie miedzy soba po niemiecku. Poniewaz nauczeni byli wykonywac rozkazy bez zastanowienia, zupelnie slepo, wiec wielu, szczegolnie swiezo awansowanych, podoficerow z II KP wyzywalo sie na nich.
W warunkach frontowych byli przydatni gdyz bardzo dobrze wyszkoleni i doswiadczeni.

Podejrzewam, ze wniesli do II KP ta wehrmachtowska latwosc rozstrzeliwania jencow, lub przynajmniej w duzym stopniu do niej sie przyczynili.
Wspomniany Jozek pilnie obserwowal kolumny jencow niemieckich i co rusz wybieral jakichs delikwentow do rozwalki. Zalatwial w ten sposob jakies porachunki.

Lancer44 - 2006-10-17, 09:20


martinello - 2006-10-17, 11:30

O ile wiem Sherman dowodzony przez wachmistrza Drelicha nie mial nazwy


A poprzednio używany Stag miał jakąś nazwę ?

Lancer44 - 2006-10-17, 11:53


Jakub Jastrzębski - 2006-10-18, 08:08

Jak już o Stagach... Bigos?
Lancer44 - 2006-10-18, 08:13

Jak już o Stagach... Bigos?



Bigos bedzie "na deser"

Teraz mam ochote napisac o dzialalnosci gospodarczej II KP.
Dzisiaj wieczorkiem.

Pozdrawiam,

J

Lancer44 - 2006-10-31, 11:52

Kilka tygodni temu obiecalem napisac cos o "dzialalnosci gospodarczej" Pulku Ulanow Karpackich we Wloszech w roku 1945 i 46.

Temat jest trudny i wlasciwie nie wiadomo jak zaczac. Postanowilem pozyczyc fotografie od Grzesia Czwartosza i od tego zaczniemy.



Na zdjeciu widzimy amerykanskich MP przegladajacych "zdobycz". Grzegorz swego razu napisal, ze "ponczoszki dla Gerdy z Garmisch Partenkirchen pojada i beda dobre dla Lindy z Milwauke."

Zdjecie z US Signal Corps.

Dla mieszkancow kraju nad Wisla i tych w srednim wieku i mlodszych, "zdobycz" wojenna kojarzy sie z reguly z szeregowcem Czeresniakiem z Pancernych, jego patefonem i harmonia. Starsi Polacy pamietaja slowo "szaber" i wyprawy na "Ziemie Odzyskane".

A jak to wygladalo w II KP?
Zaczelo sie od zwyczaju istniejacego po obydwu stronach frontu, ze jeniec wziety do niewoli nie ma wlasnosci prywatnej i jego rzeczy osobiste automatycznie przechodza na wlasnosc tych ktorzy go schwytali. Amerykanie na zdjeciu Grzegorza to drobni detalisci. Widac, ze Niemcy juz dawno zostali obrobieni przez oddzialy pierwszoliniowe.

Jencom zabierano zegarki, obraczki, jakiekolwiek kosztownosci, (z reguly rowniez zrabowane), wieczne piora oraz pistolety. Taki podzial wyznaczala liczba obslugi w Stagu. Pieciu z zalogi - czyli byl zegarmistrz, (moj tata mial ten przywilej), zlotnik, pisarz, rusznikarz oraz ostatni - kolekcjoner. Kolekcjoner odpruwal wszelkie odznaki, oznaki, naszywki i odznaczenia.

Zegarki, zloto i wieczne piora sprzedawane byly na czarnym rynku. Pistolety, wszelkiego rodzaju mundurowe smieci oraz flagi znajdowaly nabywcow wsrod "kowbojow" czyli tylowych zolnierzy amerykanskich. Kazdy z nich chcial przywiezc z wojny pamiatke, a jak wiadomo nie ma lepszej pamiatki dla "kowboja" niz pistolet czy tez naszywki Krauta "wlasnorecznie przeniesionego" do Valhalli.

Poniekad dlatego tez pistolet ViS w Polsce to rarytas, a w USA jest ich pelno i to duzo sztuk w stanie idealnym.
Duze znaleziska, jak powazne kolekcje bizuterii lub waluty, (dolary, funty) czesto znajdywane przy Niemcach, byly sprzedawane hurtem a dochod dzielony pomiedzy zolnierzy plutonu.

Pewna dzialka szla dla oficerow, ktorym nieporecznie bylo dlubac w kieszeniach jencow.
Oficerowie mieli jednak inne zrodla dochodow i niektorzy rezygnowali ze swojej dzialki. Dlatego, (i nie tylko dlatego), byli oficerowie lubiani bardziej, mniej i zupelnie nie lubiani. Np. w PUK rotmistrze Stryjewski, Polchlopek, Mentel byli uwielbiani a porucznik Popiel nie, bo Popiel mial duze pragnienie, potrzebowal duzo kasy i jego zadania byly zbyt wygorowane. Popiel byl poza tym nieco zlosliwy i Niemcom kazal zabierac rzeczy rzeczywiscie osobiste jak listy, fotografie rodzinne itp.
Jesli protestowali to czapa i tyle. Taka standardowa procedura w drugim szwadronie PUK.

Nieco inna sprawa byla cywilna wlasnosc wloska. Tutaj przeprowadzona byla "linia ideologiczna", wszystko co nalezalo do "faszystow", bylo wlasnoscia wyzwolicieli. A do "faszystow" zaliczali sie wszyscy urzednicy, funkcjonariusze, arystokracja wloska oraz oczywiscie rzeczywisci faszysci z rzadu Mussoliniego.

Teren najwiekszych lowow pojawil sie kiedy II KP i Pulk Ulanow Karpackich, jako rozpoznawczy pulk korpusu, wszedl na treny polozone nad Adriatykiem w okolicach Rimini, Pesaro i wyzej cholewy wloskiego buta. To tam wlasnie znajdowaly sie letnie posiadlosci bonzow z rzadu Mussoliniego, ktorzy w wiekszosci pouciekali na polnoc. Wille i domy staly otworem. A jesli nawet byly zamkniete to niewielki problem.

W strone Rzymu i Neapolu szly cale kolumny transportowe zaladowane, meblami, antykami, dywanami, obrazami oraz wszystkim co moglo zostac odkrecone, zdemontowane i komus sie moglo przydac np. wanny, umywalki, krany itp.

Rynek rzymski i neapolitanski predko zostal nasycony, bo taki sam szaber uprawiali Amerykanie. Ci zaczeli wiec wywozic dobro do USA na niezliczonych statkach Liberty, ktore przywozily zaopatrzenie.

Polacy, ktorzy takiej mozliwosci nie mieli, wykombinowali inny sposob. W Bari na poludniu Wloch znajdowala sie baza lotnicza bedaca do dyspozycji Generala Andersa. Transporty szabru szly wiec do Bari a stamtad samolotami wozone byly Afryki Polnocnej. do Aleksandrii, Cairo i Tel Awiwu.
W ten sam sposob szedl tez najlepiej platny towar - bron i amunicja dla zydowskich organizacji terrorystycznych, uuups, przepraszam, dla "bylych kolegow z Armii Polskiej na Srodkowym Wschodzie". Mozna powiedziec, ze II KP w pocie czola zbudowal podwaliny panstwa Izrael.

Po to wlasnie utworzona zostala 7-ma Dywizja Zapasowa.
Ktos tego musial dopilnowac na miejscu. Dla kadry PUK taka role pelnil porucznik a pozniej rotmistrz Atanazy Gonta.
Zdarzaly sie rowniez w pozniejszym okresie wyjazdy oficerow PUK do Aleksandrii pod roznymi dziwnymi pozorami. Najbardziej znane bylo wydanie broszury pamiatkowej Pulku Ulanow Karpackich.
Broszure ta zwana "ksiazka" wydrukowano w Cairo w roku 1945 juz po wojnie.
Mozecie ja zobaczyc tutaj: http://gallery.kresy-sibe...albup78?&page=2
Tlumaczenie, ze tylko drukarnia w Cairo miala polskie czcionki jest bzdura, bo miala te czcionki rowniez drukarnia w Rzymie w ktorej pozniej wydrukowano "Monte Cassino" Wankowicza i wiele innych polskich ksiazek.

Broszura jest kitem skleconym z trudnoscia. Prawdopodobnie po smierci Adolfa Bochenskiego nie bylo w PUK nikogo, kto zdolalby cos napisac. Po stylu poznaje Stefana Jankowicza.

Tak wiec "wyprawa po ksiazke" okazala sie wyprawa po "kasztany". Podobie jak rozliczne kursy dotyczace silnikow Shermanow i napraw na ktore do 7 Dywizji latali oficerowie liniowi od rotmistrza wzwyz. I to nie wszyscy, w PUK jak zreszta w innych pulkach ulanskich i u Skorpionow, oficer musial miec dobrze brzmiace nazwisko.
Przykladowo nazwisko Tymieniecki umozliwialo latanie nawet w stopniu porucznika.
Ci, ktorzy czytali ksiazke wiedza dobrze.

Z wypraw do Aleksandrii, Cairo i Tel-Awiwu oficerowie przywozili "kasztany" czyli zlote piastry. W modzie byly laski. Taka laska zrobiona ze skory miescila w sobie slupek monet. Ambicja kazdego bylo zeby do demobilizacji wypelnic laske.

Szeregowcy i podoficerowie nie mieli pozornie az takich mozliwosci zarabiania. Poczatkowo niektorzy otrzymywali dzialke z szabru, ktos przeciez musial to zaladowa, przewiezc, rozladowac itd. Po zakonczeniu wojny szaber sie skonczyl.
Zwykla kradziez paru opon czy skrzynki corned beefu to byl detal i to ryzykowny.
Brytyjczycy pamietali z Afryki Polnocnej sprytnych polskich kwatermistrzow fasujacych tone zoltego sera na batalion liczacy 700 chlopa. Poniewaz zywnosc byla niezwykle cenna w zaglodzonych Wloszech, Brytyjczycy kontrolowali ten sektor kwatermistrzowski dokladnie.

Ale od czego pomyslunek. II KP liczyl w okresie szczytu okolo 75,000 ludzi + kilka tysiecy cywilow "pod opieka" wojska.
Lacznie z czolgami, ciagnikami i wszystkim co sie ruszalo, Korpus mial okolo 35,000 pojazdow mechanicznych.
Brytyjczycy, ktorzy wszystko dostarczali nie zwracali wiele uwagi na paliwo oraz ruch pojazdow. jesli kierowca mial rozkaz wyjazdu, to nikt mu pod plandeke nie zagladal. Uwazali, ze skoro jedzie i ma rozkaz wyjazdu to musi i ma prawo tankowac.

Sytuacja w Wloszech po wojnie byla taka, ze Wlosi nie mieli zadnych mozliwosci transportu. Nie mieli innego paliwa poza tym co sprzedali im amerykanscy kwatermistrze na lewo. Benzyna wojskowa byla kolorowana i kazdy patrol MP mial drut z wacikiem na koncu. Cywilny wloski samochod na wojskowej benzynie daleko nie jechal.

Z pomoca przyszli ulani. Ponoc PUK byl pierwsza polska jednostka, ktora zalozyla regularne przedsiebiorstwo transportowe.
Najpierw zaczeli wozic olej z poludnia na polnoc. Pozniej zalapali kontrakty na dostawy czesci maszyn z polnocy na poludnie.
Stopniowo wpadli na to, ze produkujac wlasny olej zarobic mozna duzo wiecej. Mieli tez wieksze mozliwosci skupu oliwek niz wloscy przedsiebiorcy, wiec zalozenie tloczni bylo szybka decyzja. O ile dobrze pamietam to tlocznia zarzadzali wachmistrze Kazimierz Wolnik i Mieczyslaw Drelich.
Oczywiscie wszystko bylo dokladnie nielegalne, rozkazy wyjazow lipne, ale na prawdziwych formularzach z prawdziwymi pieczatkami i prawdziwymi podpisami.
Kazdy bral kase i wszyscy byli zadowoleni.
Juz nie wspominam o podatkach...

Czy wszyscy? Do sitwy albo "mafii" dopuszczeni byli tylko starzy zolnierze pulku, tobrukczycy, lordowie i ci co dolaczyli w Homs w Syrii. Byli Wehrmachtowcy oraz powojenni akowcy musieli sobie radzic inaczej.
Bo po prawdzie to nie "byli panie, prawdziwe ulani..."

cdn

Human - 2006-10-31, 12:49

Ładne to jest, nie boisz się, że wywołasz burzę? Alibo inne święte oburzenie?

Mi się najbardziej podoba:

Przykladowo nazwisko Tymieniecki umozliwialo latanie nawet w stopniu porucznika.
Ci, ktorzy czytali ksiazke wiedza dobrze.



Czytałem i wiem

Jednak zaradnym narodem jesteśmy

Lancer44 - 2006-10-31, 13:05

Ładne to jest, nie boisz się, że wywołasz burzę? Alibo inne święte oburzenie?

Mi się najbardziej podoba:


Przykladowo nazwisko Tymieniecki umozliwialo latanie nawet w stopniu porucznika.
Ci, ktorzy czytali ksiazke wiedza dobrze.



Czytałem i wiem

Jednak zaradnym narodem jesteśmy

Niby czemu mialbym wywolac burze? Toz to jest swieta prawda!
W ciagu dalszym opowiem jakie jaja Polacy zrobili na Wyspach...

Trzymajta sie siedzen! Tylko jedna sprawa, jak ja pisze to lubie miec jakis odzew. ..
Nie jestem statystyczny, zebym liczyl ile razy post byl wyswietlony.
A chlopaki siedza i nic...

Pozdrawiam,

Lancer44

Human - 2006-10-31, 13:07

Może się wstydzą

Nie spać, pisać

Piotr Kmiecik - 2006-10-31, 13:13

tam pisać zaraz...
czytać - to tak. bo to fajne jest.
ale nic specjalnie konstruktywnego do powiedzenia w temacie nie mam...

Grzegorz2107 - 2006-10-31, 13:17



A chlopaki siedza i nic...

Pozdrawiam,

Lancer44



Ja czytam z przyjemnością, ale w pracy jestem...więc nie jest tak, że czytam i nic!

W "Paragraf 22" jest ten sam nastrój . I właśnie skończyłem "Monte Cassino" Parkera, więc mogę powiedzieć, że II Korpus nie wybijał się wcale z tła na froncie włoskim, jeżeli chodzi o zdolności "organizacyjne". Cieszę się nawet , że polscy żołnierze mieli głowę do interesów, a nie tylko do składania w ofierze...

Human - 2006-10-31, 13:19

Poprzedni post był mocno niskobudżetowy, więc teraz postaram się napisać więcej niż 6 słów.

martinello - 2006-10-31, 13:22

Czytam, czytam - tylko co ja mogę dodać ?

Czy nie pora zredagować jakąś książkę "w tym temacie" ?

Tak przy okazji - po temacie o dragach miał być o JOY DIVISION's ? Czekam z niecierpliwością

Proszę o usunięcie tego posta - w imię wytycznych:
"Proszę o możliwą redukcję ilości pisanych pustych, niewnoszących nic postów a także zaprzestania agresywnie prowadzonej dyskusji z moderatorem"

Lancer44 - 2006-10-31, 13:44

Poprzedni post był mocno niskobudżetowy, więc teraz postaram się napisać więcej niż 6 słów.

Lancer44 - 2006-11-02, 06:13

Zabieramy sie do tematu bardzo trudnego i robimy to akurat w dzien Zaduszny.... Martinello rzucil tytul "Joy Division".

Nie wiem czy tak bardzo. Teoretycznie w momencie zagrozenia wzrasta poped seksualny.
Podobno jesli stadu szczurow grozi np. powodz to zaczynaja one kopulowac.
Daleki jestem od porownywania ludzi do szczurow, ale w literaturze fachowej na temat ludzkich zachowan w czasie wojny
sa takie wzmianki.
Oboz swietonarodowy twierdzi, ze polscy zolnierze tylko walczyli, gineli z okrzykiem "Niech zyje Polska" a jak nie walczyli, to sie modlili.
Bardzo niewiele jest zrodel pisanych traktujacych ten temat otwarcie i rzeczowo. No, bo to nie po polsku mowic o "takich rzeczach".
Pewne aluzje, ze zolnierze wcale nie byli swieci poczynil p. Mieczyslaw Kuczynski w swojej "Ilustrowanej Historii II KP".

Ogladnac ja mozna tu: http://www.shermany.webd....topic.php?t=667

Ja postanowilem, ze aby nie byc posadzonym o konfabulacje, nie bede przytaczal zadnych polslowek i wzmianek zaslyszanych przeze mnie od mego ojca i jego kolegow, ale opre sie na solidnych podstawach zrodlowych.
Z polskich zrodel to wlasciwie mam jedna tylko rzecz pod reka. Jest to wspomnienie pana Tadeusza Zukowskiego, weterana 3 Dywizji Strzelcow Karpackich. Nadmienic trzeba, ze byl on jednym z niewielu szeregowcow 3 Dywizji, ktorzy otrzymali Virtuti Militarii. Dla mnie wspomnienia te sa bardzo wiarygodne - warto przeczytac.

Pan Zukowski wspomina dwa epizody. Pierwszy to, cytuje:
"...Na przepustki jechaliśmy do Damaszku, rzadziej do Bejrutu. W Damaszku nie było co zwiedzać. Był tylko jeden „bajzel” dla Europejczyków, obsługiwany przez żony byłych francuskich oficerów i podoficerów, poległych na wojnie. Kobiety te, podobno, były bez środków do życia, a miały na utrzymaniu małe dzieci. Chłopcy odwiedzali ten przybytek, niektórzy nawet dość często, ale ja nie byłem do tego zdolny. Nie wiem nawet dlaczego? Chyba jednak brzydziłem się. Trochę się dziwiłem wówczas tym kolegom. Uchodzili za bardzo porządnych, absolutna większość wywodziła się ze wsi... Ale nie sądźmy ich dziś surowo, prawie wszyscy złożyli swe głowy w obcej ziemi, nie wiadomo nawet za co. Może w duszy przeczuwali taki właśnie koniec?.. A ja przecież ciągle żyję!"

Drugi epizod to juz z Wloch:

"Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, zebrało się nas kilku mędrków i uradziliśmy, że musimy się postarać o wieprzka. Późnym wieczorem poszliśmy po chałupach i … znaleźliśmy w oborze małe świnki. Na nieszczęście wyszedł gospodarz i w krzyk – a my go tompsonem straszymy. Wyprawa nieudana, musieliśmy w dodatku wracać przez rzekę, by nas straż nie spostrzegła – po kolana w zimnej wodzie. Rano – awantura! Włoch przyszedł ze skargą, żeśmy go straszyli bronią. Zarządzono zbiórkę całego batalionu, by Włoch wskazał winnych. Dzięki życzliwym kolegom, którzy nas ukryli – upiekło się nam, bo za to mogła być nawet kara śmierci. Nie są to puste słowa, sam zostałem wyznaczony do plutonu egzekucyjnego na towarzyszu broni, który dokonał gwałtu na zamężnej Włoszce. Było to wstrząsające przeżycie – i refleksja – za chwilę przyjemności przypłacił chłop życiem!
Egzekucja odbyła się o wschodzie słońca. Jeden pluton staje naprzeciw wkopanego słupka, dwa inne po bokach, tworząc literę „u”. Pośrodku staje ósemka i ci dostają amunicję. Pierwsza czwórka ma strzelać, dwóch po bokach, celując w głowę, dwóch środkowych – w serce. Gdyby pierwsza czwórka nie trafiła – ma wystąpić druga. Przyprowadzają więźnia, przywiązują do słupka, podchodzi ksiądz, pyta, czy chce spowiedzi, nieszczęśnik odmawia. Prokurator odczytuje wyrok, okrutny, bo w dodatku zostaje usunięty z wojska, zabierają mu orzełek i inne odznaki. Dowódca kompanii pyta czy zawiązać mu oczy, skazaniec odmawia. Padł rozkaz: „pierwsza czwórka – ładuje broń, cel i pal!”. Chłopak osunął się, lekarz stwierdził zgon…"

Swoja droga dziwna historia bo we Wloszech za puszke corned beefu zolnierz mogl miec autentyczna hrabianke…

Wspomnienia pana Zukowskiego przeczytac mozna tutaj: http://www.magwil.lt/archiwum/2002/mmw2/lut6.htm

Moja teoria zawsze byla i jest taka, ze zolnierz polski byl zolnierzem normalnym, tzn. nie roznil sie zasadniczo od innych aliantow walczacych na tym samym froncie. Porownywanie zolnierzy polskich z PSZ na Zachodzie do tych co "od Lenino do Berlina" nie ma zadnego sensu, bo byly to zupelnie rozne warunki.

A skoro tak, to zamierzam przedstawic obszerne fragmenty artykulu Johna Costello " Love, Sex and War", bo polski zolnierz nie roznil sie od amerykanskich, kanadyjskich czy brytyjskich kolegow.


Na poczatek maly rys historyczny.

Zenskie "markietanki", jak nazywali je polscy bajkopisarze historyczni lub "kobiety obozowe", (camp followers), ciagnely za kazda armia od czasow faraonow. W XVII wieku w roku 1620, w czasie wojny 30-letniej, kronikarze zanotowali, ze liczaca czterdziesci tysiecy wojakow armia w Nadrenii "ciagnela" za soba sto tysiecy kobiet… W czasie wojny domowej w Stanach Zjednoczonych chmary kobiet podazajacych za armia generala Josepha Hookera nazywane byly "Hooker's girls". Stad wlasnie popularny we wszystkich krajach anglojezycznych kolokwializm "hooker".

W czasie I Wojny Swiatowej zolnierze armii nowozelandzkiej stali sie najbardziej cenionymi klientami londynskich dziewczynek. Przyczyna byla prosta, zolnierz nowozelandzki otrzymywal 6 szylingow dziennie a zolnierz brytyjski 6 pensow…Z tego powodu armia nowozelandzka, byla pierwsza armia w historii, ktora oficjalnie wydawala zolnierzom prezerwatywy.(Kanadyjska byla druga).
Fasowali oni szesc sztuk na dekade.

Brytyjczycy, bardziej pruderyjni w tym czasie, sprawy te pozostawili "do indywidualnego rozpatrzenia" i w polowie roku 1918 mieli juz 1,5 miliona przypadkow syfilisu i rzezaczki. O maly wlos francuskie prostytutki zawodowe oraz liczne amatorki, wygralyby wojne dla Niemcow.
Armia brytyjska miala 7 razy wiecej przypadkow zarazenia choroba weneryczna niz niemiecka..

Armia Kaysera oraz Krolewsko-Cesarska armia Franciszka Jozefa, takich bledow nie popelnila. Burdele stanowily integralna czesc systemu logistycznego, a przypadkow chorob wenerycznych byly o 50% mniej niz w armii francuskiej. W burdelach niemieckich oplata pobierana byla przez podoficera, a kazdy przybytek nadzorowany byl przez wojskowego lekarza. Wprowadzony zostalo ograniczenie czasu wizyty do 10 minut w wieczornych "godzinach szczytu". Podoficer pelniacy obowiazki "bajzel mamy" wydawal rowniez prezerwatywy oraz zapisywal dokladnie imie, nazwisko, stopien wojskowy oraz jednostke klienta.

W II Wojnie Swiatowej brytyjscy zolnierze fasowali juz gumki w ilosci szesciu sztuk wraz z przydzialem papierosow i alkoholu. Zolnierze polscy dostawali dokladnie tyle samo co brytyjscy. Prezerwatywy nosily wdzieczna nazwe "Sfinks".

(Jesli kola swietonarodowe beda usilowaly udowodnic, ze Polacy uzywali ich tylko w celu ochrony lufy broni przed piaskiem, to nie bedzie to zupelna prawda).

Zadne miasto na swiecie nie bylo i nie bedzie w stanie pobic Cairo z lat 1941 - 1943, w dziedzinie przemyslu rozrywkowego.
Brytyjczycy, Australijczycy a nastepnie Polacy, byli glownymi klientami setek burdeli.

Na jednym z najwiekszych burdeli w centrum Cairo widnial brytyjski slogan propagandowy: "GIVE US THE TOOLS AND WE WILL FINISH THE JOB". (Dajcie nam narzedzia a my skonczymy robote). Sa to slowa Churchilla skierowane do USA z blaganiem o uzbrojenie.
Namalowane na frontowej scianie burdelu nabraly one zupelnie innego znaczenia…

cdn

Lancer44 - 2006-11-02, 10:39

Cairo slynelo z rzeczy "niezwyklych", ktore zolnierze mogli zobaczyc. Podobno najwieksza popularnoscia cieszyl sie spektakl na ktorym mozna bylo obejrzec jedna z "pensjonariuszek" z Wagh El Birkhet, dokazujaca z dorodnym oslem. Zapisy na to widowisko trzeba bylo robic na kilka miesiecy naprzod.

(I tutaj moze zlamie zasade nie wspominania opowiesci, bo slyszalem ta historie od jednego z oficerow PUK, ktory odwiedzil mego tate i jest to historia niezwykla. Wspomnial on jednego z zolnierzy, kaprala, tobrukczyka, ktory za jakis przewinienie dostal sie do paki.
Nie zostalo zapamietane co to bylo za przewinienie.
Nie bylo to wiec nic powaznego, ale zwyczajowe siedem dni musial odbebnic.

Trzeciego dnia zazadal widzenia sie ze swoim dowodca plutonu. Poniewaz Armia Polska Na Srodkowym Wschodzie przechodzila wlasnie epidemie samobojstw, kazde takie zyczenie traktowano serio. Kiedy porucznik zjawil sie w anclu, ktory byl dolem glebokosci dwoch metrow z dachem z plandeki, z glebi "lochu" odezwal sie zrozpaczony glos:

- Panie poruczniku, jutro niedziela i ja mialem jechac do Kairo!
- Czlowieku, przeciez odsiadujesz kare!
- Ale ja sie trzy miesiace temu zapisalem do teatru i zadatek dalem...
- Do jakiego teatru?
- No, wie pan porucznik... na tego osla... W Kairze...
- Aaa... Na osla...

I zdarzyl sie cud. Delikwent otrzymal 24 godzinna przepustke z ancla. Podpisal major Zakrzewski. Powrocil o czasie i pod dobrym humorkiem kontynuowal odsiadywanie kary.

Kara byla w zasadzie nagroda, bo kiedy reszta pulku pocila sie na cwiczeniach albo pucowala poniemieckie PzIII, aresztanci siedzieli w nieco chlodniejszej dziurze, nie robiac nic. Dodatkowo w wielkie upaly wartownik mial polecenie aby co godzine wylac na plandeke menazke wody. Luksus!
Wieczorami koledzy przynosili zawsze pare puszek z ananasami. (Nie chodzi o ananasy "w syropie", ale ananasy w soku wlasnym, bez cukru).

I tutaj opowiem Wam jak ja doznalem szoku...
W poznych latach 60-tych tata moj pracowal "na placowce", czyli w NRD. Poniewaz placono mu spory dodatek w "bonach dolarowych", nasza rodzina miala wiekszy dostep do rzeczy luksusowych w PRL.
Pamietam jak mama kupila puszke z ananasem w plastrach. Bylo to moje marzenie, bo dotychczas moglem miec tylko "ananaske", czyli kremowe ciastko, na wierzchu ktorego byl kawaleczek ananasa w zoltej galaretce. Byl mniej wiecej wielkosci dzisiejszej pieciozlotowki.
A teraz mialem miec caly plaster z dziurka... Albo i dwa!
Tata otworzyl puszke, powachal, powiedzial - Tak, to to samo.
I kiedy ja delektowalem sie smakiem, dodal:

- Mysmy tego nie jedli. Puszki kradlismy z magazynu przy ktorym mielismy warty. Jako pulk Andersa cieszylismy sie zaufaniem. Tam byly tysiace skrzynek ze wszystkim. Robilo sie w puszce dwie dziurki, wypijalo sok a reszta... do piachu.")

Kiedy Africa Corps parl w kierunku Cairo, jedna z "madames" postanowila wycofac business w bezpieczne miejsce, czyli do Aleksandrii.
Juz na nowym miejscu, gdy luksusowy "bajzel" zaczal sie dobrze rozkrecac, zdarzyla sie tragedia. Jakis kiepski wloski pilot zabladzil i zrzucil na Cairo jedna, jedyna bombe. Trafil prosto w srodek burdelu.
Poniewaz burdel byl luksusowy, w srodku bylo akurat szesciu brytyjskich oficerow. Wszyscy zgineli.
Kwatera Glowna 8 Armii miala problem kiedy zwloki wydobyto z gruzow.
Zgodnie z przepisami, zawiadomienie dla rodziny musialo zawierac okolicznosci smierci.
Nie musialo to byc szczegolowe wyjasnienie, zaslaniano sie tajemnica wojskowa... ale cos rodzinie musieli napisac...
Prawdy napisac nie mogli.
Rozwiazali ten problem Brytyjczycy w sposob godny podziwu.
Pierwszych trzech, ktorzy byli na pieterku, czyli aktualnie "w robocie", sklasyfikowano jako "Killed in Action" czyli "Zabici w Akcji". Pozostalych trzech, ktorzy zgineli w saloniku na parterze, oczekujac swojej koleki, okreslono jako "Killed in Active Duty" - "Polegli w Sluzbie.)

cdn

Edytowane raz - interpunkcja i ortografia...

TomB(raider) - 2006-11-02, 11:27

R E W E L A C J A!!!!
Uwielbiam takie opowieści.
Jeszcze, jeszcze. :-)
Ale pewnie następna część jutro. :-)

Human - 2006-11-02, 12:33

Ech a jak prosiłem go o historie rodem z Cairo to nie wiedział co ma pisać

Świetne, prosimy dalej.

Juli(an) - 2006-11-02, 13:17

wypada słuchać i nic nie mówić, ale wiem, że lubisz jak jest odzew...
tak więc
nadajesz dziuniek, nadajesz..


Tomasz Porosiło - 2006-11-02, 13:56

Niektóre "kółka wzajemnej adoracji" nie dopuszczają myśli, że Polacy robili cokolwiek poza walką z agresorem i modlitwą, kiedy nie walczyli.



Proza życia
powiedzcie skąd wzięła się przyśpiewka o taka np:

Hej, dziewczyny w górę kiecki, jedzie ułan jazowiecki

Hm? To już przed wojną było. Znaczy wszyscy wiedzieli "o co chodzi"
Jest masa ludzi, o których pisze Human, którzy żyją w takim stanie ducha. Udają, że Polacy są bardziej święci od papieża. Sami natomiast powtarzają to co tu zacytowałem.
Dlaczego tak? Polactwo?

Bigmodel - 2006-11-02, 17:56

Witam.

Jak dla mnie rewelacja. Proszę o jeszcze.

Lancer44 napisał

Kara byla w zasadzie nagroda, bo kiedy reszta pulku pocila sie na cwiczeniach albo pucowala poniemieckie PzIII,



Czy jest możliwość dowiedzieć się czegoś więcej o tych poniemieckich Pz.III.
W chwili obecnej mam właśnie na warsztacie Panzer.III i będzie właśnie w malowaniu z PUK.

Pozdrawiam
Jacek

Lancer44 - 2006-11-02, 22:23


Lancer44 - 2006-11-02, 22:27



Lancer44 napisał


Kara byla w zasadzie nagroda, bo kiedy reszta pulku pocila sie na cwiczeniach albo pucowala poniemieckie PzIII,



Czy jest możliwość dowiedzieć się czegoś więcej o tych poniemieckich Pz.III.
W chwili obecnej mam właśnie na warsztacie Panzer.III i będzie właśnie w malowaniu z PUK.

Pozdrawiam
Jacek

Czolem Jacku,

Jedyne zdjecie PzIII z PUK jakie widzialem, znajduje sie w ksiazce Bielatowicza "Ulani Karpaccy".
Wydana w Londynie w 1966 roku. Tata moj ja mial ale podarowal 73 Pulkowi Czolgow z Gubina... W sumie przepadla.

Mozesz ta ksiazke znalezc w Bibliotece Wojewodzkiej we Wroclawiu.

Pozdrawiam,

Jurek

Lancer44 - 2006-11-03, 06:14

Z goracego Cairo przeniesmy sie do Londynu, poniewaz bylo to miejsce do ktorego na urlopy jezdzili wszyscy Polacy stacjonujacy w Szkocji oraz oczywiscie piloci.
Wszyscy, od generalow do pomocnikow kucharzy.
W Wielkiej Brytanii nie bylo w owym czasie innego miejsca poza Londynem gdzie cos by sie dzialo. Gdzie bylaby jakas "Akcja". Jesli pamietacie film "Zloto dla Zuchwalych" to jest tam znakomita wypowiedz Duzego Joe - Telly Savallasa: "There is no action! No pros, no booze!".

Z alkoholem bylo kiepsko i w Londynie. Bary zamykano wczesnie. Whisky byla niedostepna w tanich pubach a w drogich restauracjach bardzo droga. Piwo cienkie. Polacy radzili sobie w oryginalny sposob o ktorym opowiedzial mi weteran 1 Dpanc.

Sposob nr 1 - picie "ale", najlepiej niesmacznego ale mocnego "Old Speckled Hen", na dymek. Czyli nalezalo polknac dym z papierosa i zapic piwem.
Trzy pinty "Starej Centkowanej Kury" i trzy camele zapewnialy taka sama "bombe" jak cwiartka wodki albo lepiej.
Sposob nr 2 - picie "ale" z talerza. Zamawiali pinte OSH, gleboki talerz i mala lyzeczke. I jedli jak zupke. Ponoc juz po jednym talerzu szumialo w glowie.

(Juz widze jak forumowicze biegna do lodowek po Zywca i zaczynaja eksperymenty!)

Cala Wielka Brytania byla w owym czasie pelna Amerykanow i Kanadyjczykow. Polacy, Francuzi i inne nacje byli w mniejszosci. John Costello cytuje wspomnienia amerykanskich weteranow, ktorzy ze zdziwieniem odkryli, ze Angielki lubia to robic w ubraniu i na stojaco. Do ich wojennego slownika weszlo wiec nowe okreslenie "Wall job".
W rejonie Picadilly Circus gdzie okoliczne prostytutki nazywane byly "Picadilly Warriors", stalo sie to zwyczajowym zawolaniem w kierunku kazdego zolnierza amerykanskiego: " Hey Yank, quick Marble Arch style?".
Po polsku mozna by to nazwac "Na stojaka w bramie". I tutaj uwaga! Polacy byli raczej, no wstydliwi… Brytyjskie plaszcze byly dosc szerokie - sciagane pasem, z tylu robiono specjalne faldki. Po zdjeciu pasa pod plaszczem bylo wystarczajaco miejsca dla chudej Angielki. To byl polski wynalazek, przejety przez wiele nacji.
Amerykanie nosili kurtki i nie krepowali sie za bardzo, wystarczyla budka telefoniczna, a w James Parku byle sie znalazlo wolne drzewo.

Wspomniany weteran opowiedzial mi historyjke, nie wiem czy traktowac to jako kawal, ale znajac umiejetnosci jezykowe polskich szeregowcow w Szkocji, nie jest to takie calkiem nieprawdopodobne.
Nasz, nazwijmy go Jasio, poderwal Angielke i mial ja wlasnie pod plaszczem, a ona oparta plecami o sciane byla niezwykle namietna. Poniewaz bylo jeszcze jasno i w dosc ruchliwej okolicy, podszedl do nich starszy pan, puknal Jasia w plecy i zapytal groznie: Polish?
Jasio zdenerwowany odwrocil glowe: "Pole. Ale nie widzisz, ze tera pierdole?!"

BARDZO PROSZE O DYSPENZE…

Jak juz zaczelismy o "milosci platnej" to dodac nalezy, ze Amerykanie byli najpopularniejsi. Szeregowiec amerykanski z $3000 rocznie byl, w porownaniu z szeregowcem brytyjskim czy polskim, krezusem - mieli oni mniej niz 100 funtow rocznie…W owym czasie uzywany samochod mozna bylo kupic za 8 -10 funtow.

Milosc platna byla dla wyjatkowo niezaradnych, bo kobiety na wyspach byly raczej latwe, wiekszosc mezczyzn w armii i to poza wyspami…
Polacy mieli po Amerykanach powodzenie najwieksze. Nie wspominam o pilotach bo tony o tym napisano. Zwykle Jasie rowniez byli rozchwytywani poniewaz calowali w reke, stukali obcasami, placili dziewczynom za kino oraz przynosili kwiaty.
To byly zwyczaje z innej planety, zupelnie przez Brytyjczykow nie znane.
I dodatkowo jakies 75% Polakow bylo z artystokracji. Oczywiscie byl to zwykly pic w ktorym trzy morgi ziemi zamienialy sie w folwark i stadnine koni.
Dochodzilo do zabawnych sytuacji w ktorych oficerowie dyzurni polskich jednostek odbierali telefony i dopytywano sie czy "Count (Ksiaze) Skowron sluzy w tej jednostce, bo panna jest w ciazy i go szuka".

Zaludnienie wysp obcokrajowcami oraz latwosc z jaka znajdowali oni damskie towarzystwo byla powszechnie znana. Obawiano sie o morale brytyjskich zolnierzy w Afryce i na Pacyfiku. Prasa dolewala oliwy do ognia publikujac wiadomosci o rozmaitych zdarzeniach.
Co dziwne najbardziej popisali sie na wyspach Kanadyjczycy, ktorzy uwazani byli za brutalnych i zazdrosnych. W roku 1943, Kanadyjczyk Charles Eugene Gautier
stacjonujacy w Brighton pozostawal w bliskich stosunkach z Annette Pepper, ktorej maz byl w tym czasie w obozie jenieckim w Niemczech.
Pewnego dnia odkryl, ze Annette wziela do lozka innego Kanadyjczyka. Wrocil do jednostki, wzial erkaem BREN, dwa magazynki i wrocil do domu Annette Pepper. Pierwszy magazynek posluzyl mu do rozwalenia drzwi a drugi wyproznil w sypialni zabijajac Annette i raniac swego kolege.
Zostal powieszony 23 wrzesnia 1943.

Inny Kanadyjczyk Victor Eric Gill, zastrzelil Ivy Ellen Eade 16 lutego 1943. Byla ona z nim w ciazy ale dodatkowo postanowila spotykac sie z kanadyjskim sierzantem. Gill, zonaty w Kanadzie zeznal, ze bardzo kochal Ivy. Zostal skazany na dlugoletnie wiezienie.

Wyczyny Kanadyjczykow byly jednak niczym w porownaniu do, mozna to nazwac, "rozruchow rasowych na tle seksualnym".
Brytyjczycy rasistami nie byli i duzo kobiet na wyspach lubilo czaroskorych GIs. Nie bylo ich zreszta duzo. Rasistami natomiast byli biali Amerykanie i… Polacy. Zdarzaly sie bojki pomiedzy czarnymi Amerykanami a Polakami. Oczywiscie z reguly po pijanemu i konczyly sie one dla Polakow raczej przykro.
Murzyni kochali boks, znali boks i za okazana im pogarde lub nazwanie czarna malpa, placili zlamanymi nosami i polamanymi szczekami.

Poniewaz czarni Amerykanie na wyspach zobaczyli, ze traktowani sa jak ludzie, ze nie ma tu oddzielnych barow dla "czarnych", zaczal sie zmieniac rowniez ich stosunek do bialych, a do bialych kobiet w szczegolnosci.
Tego z kolei nie mogli scierpiec biali Amerykanie. We wrzesniu 1943 w Launceston odbyla sie regularna bitwa pomiedzy bialymi i czarnymi GIs. Poszlo oczywiscie o biala kobiete idaca z czarnym zolnierzem.
W grudniu 1944 w Kingsclare, Newbury biali wyrzucili z pubu czarnych. Ci wrocili z Thompsonami aby wywalczyc sobie miejsce w pubie i przy okazji zabili zone knajpiarza.

Cdn

Tomasz Porosiło - 2006-11-03, 07:51

To ma glebsze implikacje. Obserwuje w mojej telewizorni historie z ta sprofanowana dziewczynka, ktora sie powiesila. Oczywiscie zachowanie tych chlopakow karygodne i niedopuszczalne. Ale nikt nie zwroci uwagi, ze wlasciwie smierci jej jest winny pokopany, katolicki swiatopoglad wstydu w sprawach seksualnych.



Ta smutna historia nie jest chyba dobrym przykładem. To dziecko jeszcze było (?)
Ale ciągnąć ten wątek (a może ja OT robię. Co?) zgadzam się z Tobą i użyję innego przykładu. Powstanie Warszawskie.
Wychowywałem się w kulcie dla tego kawałka historii. I zszokowany byłem gdy pewnego dnia kolega w trakcie dyskusji wspomniał, że przecież tam walczyli młodzi ludzie, którzy chcieli żyć i cieszyć się życiem. Przytakiwałem głową nie wiedząc do końca, o co mu chodzi. Myślałem, że oni na tych barykadach z imieniem Matki Boskiej na ustach itd....

Kilka miesięcy temu w telewizji PUBLICZNEJ puścili film o Maczkowie. O godzinie 0:20 oczywiście bo przecież za to każą płacić abonament
Tam oglądałem/słuchałem wspomnień o wyzwolonym obozie dla kobiet z PW (nie pamiętam który). Wiele dziewczyn było w ciąży. I żeby nikt nie myślał, że to wszystko gwałty!

Życie drodzy Państwo! Życie! Jak gdzieś pisał Jurek - potrzeba przetrwania. To jedno. Ja dodam, że ci młodzi ludzie z PW byli tacy jak my (uuups ). Jak pisałem. Chcieli żyć. Kochać się. Nienawidzić. Bawić. Nudzić. Budować itd...... do kina pójść?

To se ot zrobiłem.

Human - 2006-11-03, 12:00

Zdarzaly sie bojki pomiedzy czarnymi Amerykanami a Polakami. Oczywiscie z reguly po pijanemu i konczyly sie one dla Polakow raczej przykro.
Murzyni kochali boks, znali boks i za okazana im pogarde lub nazwanie czarna malpa, placili zlamanymi nosami i polamanymi szczekami.



No masz, to chyba pierwszy przypadek w historii, gdy to my dostaliśmy wciry a nie odwrotnie.

;-)

O bijatykach barowych pisałem Ty muzumański rabinie

Lancer44 - 2006-11-03, 12:11

... zgadzam się z Tobą i użyję innego przykładu. Powstanie Warszawskie.
Wychowywałem się w kulcie dla tego kawałka historii. I zszokowany byłem gdy pewnego dnia kolega w trakcie dyskusji wspomniał, że przecież tam walczyli młodzi ludzie, którzy chcieli żyć i cieszyć się życiem. Przytakiwałem głową nie wiedząc do końca, o co mu chodzi. Myślałem, że oni na tych barykadach z imieniem Matki Boskiej na ustach itd....

Kilka miesięcy temu w telewizji PUBLICZNEJ puścili film o Maczkowie. O godzinie 0:20 oczywiście bo przecież za to każą płacić abonament
Tam oglądałem/słuchałem wspomnień o wyzwolonym obozie dla kobiet z PW (nie pamiętam który). Wiele dziewczyn było w ciąży. I żeby nikt nie myślał, że to wszystko gwałty!

Życie drodzy Państwo! Życie! Jak gdzieś pisał Jurek - potrzeba przetrwania. To jedno. Ja dodam, że ci młodzi ludzie z PW byli tacy jak my (uuups ). Jak pisałem. Chcieli żyć. Kochać się. Nienawidzić. Bawić. Nudzić. Budować itd...... do kina pójść?

To se ot zrobiłem.



Wcale nie OT.
Moja mama byla w Warszawie w czasie Powstania w sluzbie pomocniczej, gotowala, nosila wode, pomagala powstancom ktorzy przeszli kanalami ze Starowki, a pod koniec prostowala pogiete luski sowieckiej amunicji.

Mama umarla w 2000 roku w wieku 78 lat. W roku 1999 byla ostatni raz u mnie w Australii. Moja zona wtedy nie pracowala, wiec razem siedzialy i czasami mama sie ozywiala, odkladala na bok krzyzowki i zaczynala opowiadac. Nigdy przy mnie, tylko zonie opowiadala. Zona juz po smierci mamy, w lipcu 2000 powtorzyla mi opowiesci mamy.
Mama mowila, ze wlasnie wtedy, na Chmielnej, w Srodmiesciu najbardziej "chcialo sie zyc". Zwierzyla sie zonie, ze kochala sie z chlopakami, czesto co noc z innym i ze taki to byl czas...

Ja juz mialem raczej realistyczne zdanie o Powstaniu, a tez zostalem wychowany w jego kulcie, niemniej jednak takie wyznania byly lekkim zaskoczeniem... Po przemysleniu uznaje, ze jesli taka byla prawda, a taka byla, to... to jest wazne.
Prawdziwa historia to widzenie ludzi takimi jacy byli. A ludzie chcieli zyc. Bali sie. Wcale nie chcieli umierac, a jesli umierali, to raczej nie za Ojczyzne, ale za kolege lub kolezanke, ktorych trzeba bylo wyciagnac spod ognia albo zupelnie przypadkiem, bo zwyczajnie bomba spadla.

W roku 2004 na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego pojawily sie nowe fotografie z Powstania. Sa doskonala ilustracja do opowiadan mojej mamy, tych ktore sam pamietam. Opowiadala o budowie barykady obok Braci Pakulskich, wieczorem 1-go sierpnia.



To byla ta barykada, a zdjecia sa pewnie z 2-go sierpnia, bo pozniej wybudowano solidna barykade.


Patrzac na zdjecia z tego samego rejonu walk w Srodmiesciu zastanawialem sie czy z ktoryms z tych chlopakow przyjaznila sie moja mama.

A kiedy zobaczylem to zdjecie... Ano, poczulem, ze to jest to... 100% pewnosci nie mam, nie mam nawet 5% pewnosci, ale cos mi mowi... Dziewczyna z lewej strony, cholernie przypomina moja mame... Sposob trzymania papierosa, fryzura i sweter. Niestety moj skaner padl i nie moge podrzucic zdjec...
Chyba, ze zrobie cyfrowka jutro.



Pozdrawiam,

Lancer44

Tomasz Porosiło - 2006-11-03, 12:21

No i poważnie się zrobiło. Jurek. Jestem pod wrażeniem.
Lancer44 - 2006-11-03, 12:41

Tomku,

W czerwcu przyszlego roku zjade do Warszawy. Planuje zrobic mala imprezke. Bedzie Grzegorz, Kuba Plewka, Human, Jacek Kutzner...
I pare innych osob, co sa na razie niespodzianka.

Czy nie Bylbys laskaw rowniez zaszczycic nas swoja obecnoscia?

Pozdrawiam,

Jurek

Tomasz Porosiło - 2006-11-03, 13:13

Oczywiście! Z przyjemnością!
Lancer44 - 2006-11-21, 03:34

Obiecalem historie o bigosie wiec dotrzymuje.
Historie, ktora Wam opowiadam sluchalem przecietnie dwa razy do roku kiedy moj tata gotowal bigos na swieta Bozego Narodzenia albo Wielkanocne.
Jesli zapomnial, ze trzeba opowiedziec, to mu przypominalem i zawsze sluchalem o bigosie z przyjemnoscia.

Zdarzylo sie to kiedy Pulk Ulanow Karpackich posuwal sie w poscigu za Niemcami w kierunku na Senigallie. Bylo rzecza zwyczajna, ze ulani zawsze w akcji poszukiwali czegos do zjedzenia. Czegos innego, bo nawet bardzo popularne amerykanskie racje K dawno im sie przejadly, nie wspominajac nawet o corned beefie.
Najbardziej poszukiwanymi artykulami byla niemiecka kapusta kiszona w puszkach oraz pumpernikiel.
Ktoregos dnia wycofujacy sie w pospiechu Niemcy zostawili popsuta ciezarowke ze sporym zapasem konserw, a pomiedzy nimi kilkadziesiat puszek kapusty.
Jak na zamowienie napatoczyl sie rowniez swiniak.
"Ta niczyj on, panie wachmistrzu, chodzil sobie i trawkie bidak skubal".

Poniewaz plutonem dowodzil wachmistrz Drelich, (w zastepstwie porucznika Tolloczki, wydelegowanego na jakies pilne kursy, ktore zawsze rozpoczynaly sie kiedy pluton mial swoja kolejke jako "szpica pulku"), a tata moj byl radiotelegrafista Drelicha, po naradzie podjeto decyzje ugotowania prawdziwego bigosu.
Z wloskiej farmy "pozyczony" zostal wielki kociol z pokrywa, ktory prawdopodobnie sluzyl do gotowania bielizny, ale po wymyciu znakomicie sie do bigosu nadawal.
Dowodzenie akcja bigos objal moj tata, starszy ulan Kazimierz Krasulak, z racji popelnienia juz kiedys bigosu oraz innych kulinarnych wyczynow.
Bigos mial byc bigosem prawdziwym, gotowanym przez kilka kolejnych wieczorow.

Wieczorem swiniak polegl na polu chwaly i zostal upieczony na roznie. Juz samo pieczenie bylo dla ulanow tortura, bo nie wolno bylo im uszczknac ani kawaleczka, wszystko zostalo wkrojone do bigosu a na kolacje znowu byly biscuity i corned beef.
Bigos mieszany byl w kotle wielka drewniana kopyscia wystrugana przez ulana Stasia Pawlusa. Juz pierwszego wieczora drewniana lycha uzyta zostala w celu zastraszenia lakomych co to chcieli "no, lyzeczke maluska, tylko na sprobowanie!"
Po nocnym gotowaniu, kociol z bigosem przywiazany zostal sznurami za wieza Staghounda i pojechal na poranna akcje. W ciagu dnia wciaz scigajac Niemcow ulani uwaznie penetrowali wloskie chalupy donoszac dodatki do bigosu. Znalazl sie woreczek suszonych porcini, czyli po polsku prawdziwkow, troche suszonych sliwek, suszone na sloncu pomidory, jakies powidla i kawalek wedzonki.

Drugi wieczor gotowania byl ciazka proba. Bigos pachnial coraz intensywniej. Naciski ulanow nasilily sie a poniewaz prawie kazdy mial jakis tam wklad w kompozycje bigosu, wiec prosby przeplataly sie z grozbami i wieczor a raczej noc uplynela bezsennie. Rano gar z bigosem znowu przykrepowany zostal za wieza Staghounda i pluton wyruszyl na rutynowa akcje.

Trzecia noc gotowania bigosu byla proba najtrudniejsza i oprocz zwyczajowego machania kopyscia - "Paluchy poprzetracam!", doszlo nawet do grozenia pistoletem.
Ulani spali sniac o porzadnym posilku. Uczta zaplanowana zostala na wieczor. Oprocz bigosu na Stagu jechala barylka czerwonego wina, bylo kilka butelek grappa czyli wloskiego bimbru, a kucharz szwadronu upiekl wlasnie chleb i kilka bochenkow pachnialo w wozie nie mniej przyjemnie niz kapusciany przysmak.
Po sniadaniu zlozonym z jajecznicy ze sproszkowanych jajek i kawy, pluton wachmistrza Drelicha ruszyl w kolejny poscig za nieprzyjacielem. Tym razem okolo poludnia natrafiono na linie obrony niemieckiej. Odezwaly sie niemieckie pepance i bron maszynowa.
Staghoundy plutonu rozpoznawczego mialy na takie dictum jedyna odpowiedz. Pelny gaz do tylu! Po wycofaniu sie za wzgorze i ustawieniu Stagow w zabudowaniach duzej farmy, zawiadomiono dowodztwo pulku. Ulanom wydawalo sie, ze dzien zakonczony, teraz do akcji wejsc miala artyleria, brytyjskie Shermany i piechota Dywizji Kresowej. Jednym slowem fajrant i perspektywa bigosowej uczty.

Niemcy jednak tego dnia byli jacys zawzieci i rozpoczeli ostrzal farmy z mozdzierzy 50mm. Ogien taki dla zalog Staghoundow byl zupelnie niegrozny, chociaz irytujacy. Mozdzierze 50mm byla to bron przerazliwie niecelna uzywana do ognia nekajacego.
Tego dnia jednak to Niemcy mieli szczescie, jeden z granatow mozdzierzowych trafil wprost w gar z bigosem…
Przepyszny, z takim trudem gotowany bigos rozprysniety zostal na sciane wloskiej stodoly.
Ulan Stanislaw Pawlus wspomnial kiedys, ze zeskrobal troche bigosu z tej sciany do menazki "Ale zjesc sie nie dalo, trotylem smierdzial…"
Po trzydziestu latach ulan Pawlus nie mogl Niemcom darowac zniszczenia taaakiego bigosu...

Peter - 2006-11-21, 07:23

Piękna historia !! Nie wyobrażam sobie tego smutku chłopaków, po takich mękach kilkudniowego wąchania prawdziwego jedzonka
Jak widać różne mogą być powody niechęci do naszych zachodnich sąsiadów . Żyrko tyż !!

Vis13 - 2006-11-21, 08:46

Ubawiałem się setnie
Więcej proszę.

AdrianB - 2007-02-16, 22:25

BOSKI TEMAT

Ja mam pytanie odnośnie tego kawałka

"W zalodze Shermana mego ojca byl Jozek, dobry zolnierz z Wehrmachtu. Jozek byl zolnierzem wzorowym, jesli nie liczyc jego zwyczaju wyszukiwania w kolumnach jencow niemieckich kandydatow do "scianki"

Czy to chodzi o "zachaczanie" czołgiem o szkopów ?
Gdzieś mi dzwoni ta historia pod czaszką , ale słabo

PanzerIII - 2007-07-02, 10:23

Poproszę o kolejne odcinki.
Przednia zabawa.
Mariusz
[W]Polskie francuzy R-35, H-35
[28-01-2009] Władca Pierścieni Drużyna Pierścienia POLSKI LEKTOR ! NAJWYŻSZA JAKOŚĆ - FULL DVD HD + DODATKI ! BEZ HASŁA ! ŚWIEŻY UP !
[28-01-2009] Władca Pierścieni Dwie Wieże POLSKI LEKTOR ! NAJWYŻSZA JAKOŚĆ - FULL DVD HD + DODATKI ! BEZ HASŁA ! ŚWIEŻY UP !
[28-01-2009] Harry Potter i Zakon Feniksa (2007) POLSKI DUBBING ! NAJWYŻSZA JAKOŚĆ - DVD HD ! BEZ HASŁA !
  • michaB3 hanczakowski
  • roza;chinska;na;balkonie
  • obowiazki prezydenta 160
  • biblioteka publiczna gdansk
  • notatki o skandalu
  • Zestawienie tematów z for internetowych || Strona Główna